czwartek, 16 marca 2017

Moja zasłona życia codziennego

 Snapchat. Uśmiechnięty duszek na rzucającym się w oczy żółtym tle. Aplikacja, którą pokochały miliony a może nawet miliardy. Szybka, łatwa w obsłudze. Umożliwiająca nieograniczone przekazywanie danych każdemu i wszędzie. Jeśli miała bym podać liczbę wysyłanych snapów na naszym globie ilość znaków przekroczyła by pewnie liczbę 2 linijek. Można rzec aplikacja idealna! Łącząca ludzi. Dostarczająca rozrywki na nowy sposób. Dlaczego jednak, będąc jej użytkownikiem przez ponad rok, odkrywałam coraz nowsze i świeższe problemy oraz wady, które doprowadziły mnie do kliknięcia przycisku odinstaluj?

Podejść do tego było kilka, nie ukrywam, snapchat wciąga... niemiłosiernie. Ile razy słysząc o informacjach zawartych tylko na snapie instalowałam Go ponownie. Jednak wystarczało pare dnia a wracałam do punktu Ustawienia->Aplikacje-> Odinstaluj. Z jakiego powodu?

Aplikacja jest karuzelą szpanu i lansu, która po czasie zaczęła wchodzić w moją prywatną przestrzeń. Oglądanie snapa za snapem, gdzie znajomi przez kolejne kilka minut chwalą się kawą kupioną w starbucks'ie, powodowało wędrówkę do kuchni, mielenie kawy, nastawianie ekspresu... "pffff ja to takie kawki pijam codziennie". Klik. I już caffe latte leci na my story. "Niech widzą, że ja takie kawki to pijam codziennie!" Przykładów jest milion. Zastanów się mój kochany czytelniku ile razy Ty zamiast delektować się ciastkiem z przyjaciółką/przyjacielem najpierw chwyciłeś za telefon i musiałeś uwiecznić je na zdjęciu. "Przecież to pierwsze i ostatnie, które zjesz w życiu". Ile razy, kiedy dostałaś bukiet kwiatów od chłopaka zamiast docenić miły gest Ty cieszysz się jego wyglądem przez szklaną szybkę? To jest przerażające. Nie zdawałam sobie z tego sprawy dopóki obcy Pan z autobusu siędzący obok mnie nie przemówił mi do rozsądku. Nie była to wypowiedź Paulo Coehlo'a. To było proste pytanie "Czemu tyle czasu poświęcasz na bezsensowne rzeczy, kiedy mogłabyś to spożytkować naprawdę dobrze?" A ja? Nie miałam pojęcia. Ponadto byłam w szoku... Nie dlatego, że uświadomiłam sobie fakt, o którym mówią wszyscy (ciesz się życiem - zostaw internet). Ja byłam zdziwiona, że ktoś OBCY chciał poprowadzić miłą pogawędkę w drodze do domu...

Uświadomiłam sobie, że jestem jedną z ludzi z tego filmiku:


Przestaje zauważać drugiego człowieka, który jest obok. Widzę tylko tego, który posiada nos i uszy psa.

Usunięcie aplikacji było moim krokiem naprzód. Nakreśleniem granicy prywatności.
Ponadto nie wiecie jak dobrze się czuję bez porównywania swojego życia z innymi.
Piszę ten post nie dlatego, żeby powiedzieć, że snapchat jest fu, ble i zabronić używania. Chcę żebyście dostrzegli co jest dla Was tym czym był dla mnie snapchat... Przeszkodą w dostrzeżeniu drugiego człowieka.

A wy co uważacie o nadmiernym dzieleniu się życiem w sieci?
Czy uważacie, że popadamy w nałóg śledzenia innych?

niedziela, 8 stycznia 2017

Działaj!

8 dni.... tyle minęło już nam z 2017 roku. I jestem pewna, że 70% z Was już nie wypełnia swoich noworocznych postanowień.

Teraz będę fit.

Zdobędę pasek na świadectwie.

Wygram zawody.

Zdobędę grono przyjaciół.

A wiecie co jest w tym najśmieszniejsze? Że w żadnym z tych postanowień nie myślicie prawdopodobnie o sobie i swoim szczęściu. Będę fit bo to jest modne bo  inni będą postrzegać mnie jako fajną. Zdobędę pasek na świadectwie...po to by umieć więcej i mieć satysfakcję czy raczej by zadowolić kogoś kto tego od ciebie wymaga? Powodów może być milion. Siedząc w sylwestra 2016 uświadomiłam sobie smutny ale prawdziwy fakt cały rok... cały rok poświęciłam żeby robić rzeczy, których oczekiwali ode mnie inni. Chłonęłam presję środowiska jak gąbka wodę. Jestem w klasie biochemicznej studia tylko medyczne! Bo dobrze płatne, bo renoma. Siłka? oczywiście! Będzie czym się pochwalić!

W tym roku nie chcę robić żadnych postanowień. Chcę by był po prostu dobry...przeżyty aktywnie i w zgodzie z sobą.

Dlatego jeśli właśnie to czytasz zastanów się czy robisz to co chcesz czy to czego oczekują inni?
Idź spełniać SWOJE marzenia!

                       Mam nadzieję, że mój ulubiony filmik was zainspiruje :*


niedziela, 13 listopada 2016

ϟ Harry Potter and the cursed child ϟ

Cześć!
 Dzisiaj weźmiemy pod lupę książkę na punkcie, której oszalał cały świat. Mówię oczywiście o długo wyczekiwanej ,,Harry Potter and the cursed child/Harry Potter i przeklęte dziecko". Nie chcę pisać Wam typowej recenzji bo ta lektura zasługuje na szczególne potraktowanie, dlatego też przedstawię swoje odczucia na temat książki. 

1. Wygląd.

 Tak wiem, ,,nie ocenia się książki po okładce". Jednak muszę o niej wspomnieć. 
Książka posiada papierową okładkę ochronną ze standardową szatą graficzną. Natomiast pod spodem kryje się prawdziwa perełka. Czarna księga ze złotymi literami na grzbiecie i zniczem na okładce. Minimalistyczna. Z klasą. IDEALNA.




*Moja książka była zakupiona w Anglii, więc nie gwarantuję, że tak wyglądają polskie egzemplarze.

2. Książka czy scenariusz?

 Sama do końca nie wiem co sądzić o formie w jakiej ukazała się ostatnia część serii. Z jednej strony przychylność autorów, ponieważ w ogóle nie miało być wersji papierowej. Z drugiej strony jednak pewnego rodzaju policzek i lenistwo skopiowania i wydrukowania gotowego skryptu.


3.Postacie.

 Na ten temat można napisać kolejną książkę.
-Albus- za bardzo chciano zrobić z niego przeciwieństwo Harry'ego a jak wszyscy wiemy skrajności nie są zbyt dobre. Outsider, zbuntowany przeciwko sławie otaczającej jego rodzinę, ciągle roztrząsający swoje życie. Niestety, skupiając się na jego postaci można popaść w głęboką depresję.

-Harry- wiek zmienia każdego ale na nim jest to pokazane zbyt dobitnie. Zmęczony życiem czterdziestolatek z kłopotami wychowawczymi, momentami wręcz porywczy i odpychający. Bardziej przypominał Draco za młodu niż siebie. Dopiero pod koniec możemy odnaleźć dawnego Harry'ego, którego znamy z poprzednich części.

-Scorpius- zaryzykuję stwierdzenie, że to on jest tu główną postacią, która ratuje sytuację. Bystry (momentami mała Hermiona) i trzeźwo myślący chłopiec, który potrafi rozbawić czytelnika w wielu  sytuacjach m.in. relacją z Rose :)

-Draco- jedyny bohater, który od początku do końca jest taki jak oczekiwałam. Z cząstką surowości swego ojca jednak ulegający wpływom ukochanego syna. Dla Scorpius'a potrafi zrobić wszystko, nawet jeśli oznacza to rozejm ze szkolnym wrogiem. Na przestrzeni różnych ram czasowych możemy zobaczyć jego dwie twarze i odkryć jak bardzo zmieniło go ojcostwo.

O reszcie bohaterów nie chcę się wypowiadać, ponieważ za rzadko pojawiały się w książce żeby powiedzieć o nich coś więcej niż jedno zdanie. 



4. Fabuła.

Niestety tutaj też nie znalazłam zbyt wielu pozytywnych aspektów. Poza ukazaniem rzeczywistości na kilku płaszczyznach czasowych, co pozwoliło rozwiać nasze wątpliwości co do innego biegu wydarzeń i zagłębić się bardziej w złożoność charakterów tj. Draco czy Snape, nie odnajdziemy wielu zaskakujących momentów. Książka jest przewidywalna a niektóre dialogi wydają się być tzw. zapychaczem, który skłaniał mnie do odłożenia lektury na półkę.




5. Podsumowanie.

Nie potrafię obiektywnie ocenić tej książki ponieważ sentyment do całej serii zmusza mnie do wybaczenia tych wieeeelu gaf. Jednak trzeba zdecydowanie przyznać, że ,,HP and the cursed child" nie jest już tym co mogliśmy znaleźć w poprzednich siedmiu tomach.


A Wy co sądzicie o książce?
Porwała Was czy wręcz przeciwnie?